Dawno nic nie pisałem ale obiecuję poprawę. Planuję trochę rozszerzyć zakres „działalności” i pójść trochę w stronę publicystyki. Ile można pisać o egzaminach do szkół podoficerskich?

      W pierwszym wpisie z tej serii postanowiłem poruszyć temat delikatny jakim jest nepotyzm w wojsku. Z góry zaznaczam, że jeśli liczycie na jakieś pranie brudów, nazwiska i konkretne przykłady to muszę Was zmartwić i nie musicie już dalej czytać. Moim celem jest raczej próba dotarcia do przyczyny problemu oraz znalezienie możliwych rozwiązań, aby poprawić obecny stan rzeczy.

To, że zjawisko nepotyzmu (ale nie tylko – bo jeszcze mamy kumoterstwo i klientelizm i inne pokrewne formy patologii) istnieje to chyba nie mamy wątpliwości. I doskonale wiem, że takie praktyki są stosowane również w innych sferach, nie tylko w wojsku. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy się na to godzić, przymykać na to oko, czy w tym uczestniczyć. Temat ten, w odniesieniu do wojskowości jest pomijany w naukowych opracowaniach, żołnierze w służbie oficjalnie się na ten temat nie wypowiedzą z obawy o konsekwencje, a Ci, którzy odchodzą z wojska albo nie mają ochoty się tym zajmować albo nikt już ich nie słucha.

Zjawisko „załatwiania sobie” czegokolwiek jest dość powszechne w naszej armii, doczekało się nawet odrębnego sformułowania w gwarze wojskowej: „połapać sobie”. Wśród anonimowych zwykle wpisów na forach i w social mediach, powtarzane są wpisy o tym, że bez znajomości w wojsku tzw. „plecaka” nie da rady awansować, dostać się na kurs, czy do szkoły wojskowej. Skąd się to bierze?

Genezy samego zjawiska możemy upatrywać w odległej historii, nie bez znaczenia jest tu też czynnik społeczny czy biologiczny. Nie będę się teraz zagłębiał w rozważania historyczne, bo nie chcę szanownego czytelnika zanudzać, ale wykorzystywanie protekcji jest powszechne i każdy z nas to wie i spotkał się pewnie z tym zjawiskiem. Może to też trochę wynika z naszej mentalności, kombinowanie mamy w genach. Z obserwacji otaczającej mnie rzeczywistości wynika nawet takie kuriozum, że upatrujemy się zjawiska nepotyzmu czy kumoterstwa nawet tam gdzie go nie ma. Do tego jeszcze wrócę.

Ktoś mógłby spytać dlaczego ja o tym piszę? Uważam, że należy takie tematy poruszać, bo w obecnych czasach mamy narzędzia i mechanizmy, które mogą ukrócić ten proceder. Zdaję sobie sprawę, że to trudny temat i potrzebuje czasu ale uważam, że należy temat zasygnalizować.

Pozwólcie, że posłużę się przykładem ze swojego podwórka. Wprowadzenie egzaminów wstępnych do szkół podoficerskich dla szeregowych zawodowych w 2013 roku spowodowało niezadowolenie dwóch grup: szeregowych i oficerów. Ci pierwsi, przekonani, że korpus podoficerski im się należy z urzędu i że w ogóle dlaczego oni muszą zdawać jakieś egzaminy skoro są najlepsi i tak. A oficerowie, byli zdziwieni, że teraz nie będą mogli po prostu decydować kto ma się dostać a kto nie.

A w tym wszystkim, najgorsze jest to, że ryba psuje się od głowy. Piszę to z całą konsekwencją – im wyżej tym gorzej!

Nagle okazało się, że ktoś śmiał spróbować wprowadzić uczciwe, oparte na czystej rywalizacji i jednocześnie przejrzyste egzaminy do szkoły podoficerskiej. Taki bowiem był zamysł tego projektu. Z ogromnej ilości chętnych, wyłuskać tych, którzy uzyskają najwyższa pozycję i w pierwszej kolejności się dostaną.

Oczywiście teraz powstał inny problem: Kto zostaje wytypowany na egzaminy na szczeblu jednostki? Tu też pojawiło się wiele kontrowersji, trudno mi jednak o tym dywagować, gdyż to już nie mój rewir. Tam też ma znaczenie czynnik ludzki – o wszystkim decyduje dowódca.

Wracając do samych egzaminów. Zamiar był taki, aby spośród ogromnej ilości chętnych  wyodrębnić w pierwszej kolejności tych, którzy sprostają kryteriom egzaminacyjnym – czyli najbardziej przygotowanych szeregowych zawodowych. Dla niewtajemniczonych podpowiem, że egzamin obejmuje podstawy wojskowego rzemiosła. Co się okazało po pierwszych egzaminach – niektórzy nie potrafili wykonać podstawowego strzelania czy też zdać egzaminu ze sprawności fizycznej, który i tak co roku powinni zdawać. A wracając do tematu naszych rozważań, nagle okazało się, że nie można po prostu zadzwonić i załatwić żeby ktoś się dostał. Doszło nawet do tego, że pewien generał stwierdził, że trzeba tam zamienić komendanta z chorążego na podpułkownika. Ten, mając w perspektywie awans, pewnie by nikomu nie odmówił a co najważniejsze nie meldowałby o problemach.

Nawet wprowadzenie egzaminów nie przekonało niektórych co do tego, że to jest uczciwa rywalizacja. Każdy przecież widzi jak zdają inni. Niektórzy, zwłaszcza ci, którzy się nie dostali, w ramach usprawiedliwienia przed żoną czy mężem twierdzili, że nie mieli „pleców” i dlatego polegli. A ci, którzy się dostali dzięki własnym wysiłkom są postrzegani jako osobniki mające wysokie poparcie.

Inną próbą wprowadzenia przejrzystości w drodze do awansu był pomysł z wprowadzeniem systemu punktowego a było to w 2013 roku. Tutaj link link do artykułu z PZ . Zamiar był taki, aby punktować żołnierzy za osiągnięcia szkoleniowe, za rozwój osobisty itp. Po pewnym czasie ilość uzbieranych punktów mogłaby stanowić o tym, kto w pierwszej kolejności będzie kierowany do szkoły podoficerskiej lub będzie mógł awansować. Obecny system oceniania jest pod tym względem bezużyteczny.

Oczywiście temat upadł, moim zdaniem, stało się tak przede wszystkim z niechęci pewnej grupy osób do jakichkolwiek zmian. Może było to zbyt amerykańskie i nowoczesne dla osób, które pamiętają dobre stare czasy 😉

Problem jest rozległy, nieprawidłowości są wszędzie. Dopóki dowódcy mają jednoosobową władzę co do decyzji kadrowych, będą mogli przyjmować do pracy te osoby, które będą im z jakiś względów odpowiadać. Niekoniecznie będą to najlepsze z dostępnych osób. Przykłady możliwości poprawy takiego stanu rzeczy można mnożyć. Ale kto się podejmie ich wprowadzenia?


Jak zwykle zapraszam do dyskusji w komentarzach. Piszcie też o czym chcielibyście żebym napisał. Jeśli podoba Wam się mój blog to proszę o polubienie i wystawienie recenzji na fb.
6 komentarzy
  1. Blackbert 6 lat temu

    Bardzo ciekawy wątek, czekam na rozwinięcie tematu w kolejnych wpisach, pozdrawiam!

    • autor
      Commendante 6 lat temu

      Dziękuję bardzo.

  2. drydly 6 lat temu

    DROGA AWANSU W MONIE
    Korpus szeregowy – podoficer:
    SZEREGOWY – 2 lata
    STARSZY SZEREGOWY – 2 lata
    KAPRAL – 2 lata
    STARSZY KAPRAL – 2 lata
    PLUTONOWY – 2 lata
    SIERŻANT – 3 lata
    STARSZY SIERŻANT – 3 lata
    MŁODSZY CHORĄŻY – 3 lata
    CHORĄŻY – 2 lata
    STARSZY CHORĄŻY – 2 lata
    ST CHORĄŻY SZTABOWY
    Dlaczego tak: taki system awansu wyklucza st.chor.sztab. z 19 letnim stażem(poniżej 40 lat wieku) jak i daje szanse początkowemu żołnierzowi na awans i nie zniechęca go wiecznym czekaniem na awans. Na egzamin na podoficera kierowani są wszyscy st.szer. bez egzaminów wstępnych w przypadku ich braku zaangażowania na szkole to szkoły wyrzucają z kursów i taka osoba musi dalej 2 lata odczekać na kolejną szansę na wysłanie, tak samo jak to się dzieje w korpusie podoficerów gdzie zrobić im egzaminy wstępne to prawda jest taka że ponad połowa z nich nigdy by nie awansowała, a taki system byłby stosunkowo przybliżony do policyjnego gdzie jakby nie patrzeć szansę na awans nie mają tylko nie liczni a wszyscy policjanci i ci wysportowani mocniej i ci wysportowani mniej.

    Jeszcze jedno co byśmy pozmieniali to zasadę U w wojsku gdzie nawet szeregowy na swoim etacie może dojść do st.chor.sztab. a nie musi latać za etatami albo chociaż przynajmniej zrobić możliwość łamania U:0/1/2/3/4/5 Fakt że żołnierz musi umieć wszystko ale dzięki temu mielibyśmy w Monie mega potężne oszczędność które można by było przeznaczyć np. dalej na modernizację Sił Zbrojnych która jest w mega opłakanym stanie a morale w wojsku by były dzięki takiemu systemowi na najwyższym poziomie od nie wiadomo kiedy.

  3. Piotr 4 lata temu

    Fakt. Nepotyzm i kolesiostwo w wojsku to jest chleb powszedni.
    Szkoda ponieważ powinny się liczyć umiejętności, wykształcenie na zajmowanym stanowisku. A nie gość „sobie polapie” stanowisko tu dam dla przykładu stanowisko ratownik medyczny bez wykształcenia.
    A nie przepraszam po 8 godzinnym kursie.
    Takie kursy 8 godzinne mają dzieci w podstawówce.
    Pozdrawiam

  4. Mateusz 4 lata temu

    Zamierzam zrobić pierwsze kroki w karierze wojskowej, idąc na slużbę przygotowawcza, a w nastepnym roku na legie akademicka. Lecz obawiam się, ze wlasnie bez plecow bedzie mi ciezko zrobic jakakolwiek kariere.

    • autor
      Commendante 4 lata temu

      Mateusz… nie pier..l tylko działaj. Chyba nie zrozumiałeś mojego wpisu. Nie potrzebujesz żadnych pleców.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

©2025 Podoficer.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.

Napisz do mnie

Postaram się odpisać jak najszybciej.

Wysyłanie

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?